<aside> <img src="/icons/target_pink.svg" alt="/icons/target_pink.svg" width="40px" /> At times, the model seems to miss the mark on the assigned task. The top glitches involve paraphrasing and generating continuations.
</aside>
<aside>
<img src="/icons/color-palette_pink.svg" alt="/icons/color-palette_pink.svg" width="40px" /> Exhibit 1: Translation from Polish **into Chinese that went wrong… A stellar paraphrase indeed, just not quite what we had in mind.… Courtesy of gpt-3.5-turbo-16k.
(“Nights and Days” by Maria Dąbrowska)
</aside>
Source:I raz jeszcze zabraniał, lecz wyraz twarzy miał zadowolony, jakby mu się podobało, że pani Barbara nie w inny sposób, a w taki wzięła te sprawy do serca. Ona zaś zaniechała pomału zamiaru pójścia do pani Winczewskiej, ale wszystko, co jej chciała powiedzieć, mówiła swej służącej, Bylisi. Mówiła, a potem żałowała, że jeśli to jej gadanie się rozniesie, to ich mogą naprawdę zostawić, gdzie byli, i że nawet, gdy się dworek opróżni, osadzą w nim kogo innego. I zdawało jej się, że Bogumił już nazbyt pogodnie znosi niepomyślność losu, która kazała im pozostać w starej siedzibie. Mogło mu przecie choć czasem przyjść do głowy, że miejsce to nie jest znów takie czarowne, tymczasem on pomartwił się jedynie na wstępie, a potem był już taki z wszystkiego rad, jakby o sprawie mieszkania wręcz zapomniał. Jednakże gdy napomknęła z goryczą raz i drugi o szkaradnej dziurze, w której wypadło im żyć, ujrzała nad swoje spodziewanie, że zrobiło to na nim bardzo silne wrażenie. Cały dzień był przygnębiony i zdawał się przed nią wstydzić. I pani Barbara, jakby jej szło nie o praktyczne wyniki, ale o wybadanie jego stosunku do tej sprawy, wnet przyznawała, że pogardzane mieszkanie ma swoje zalety. (the text continues…)
Target: (paraphrase)
I jeszcze raz zabronił, ale miał zadowolony wyraz twarzy, jakby mu się podobało, że pani Barbara wzięła te sprawy do serca w taki sposób, a nie inny. Natomiast ona stopniowo zaniechała zamiaru pójścia do pani Winczewskiej, ale wszystko, co chciała jej powiedzieć, mówiła swojej służącej, Bylisi. Mówiła, a potem żałowała, że jeśli to jej gadanie się rozniesie, to mogą ich naprawdę zostawić tam, gdzie byli, i że nawet gdy się dworek opróżni, osadzą w nim kogoś innego. I zdawało jej się, że Bogumił już zbyt pogodnie znosi niepomyślność losu, która kazała im pozostać w starej siedzibie. Mogło mu przecież choć czasem przyjść do głowy, że miejsce to nie jest znów takie czarowne, tymczasem on martwił się jedynie na początku, a potem był już tak zadowolony ze wszystkiego, jakby o sprawie mieszkania wręcz zapomniał. Jednakże gdy napomknęła z goryczą raz i drugi o szkaradnej dziurze, w której wypadło im żyć, zauważyła, że to bardzo silnie na nim zrobiło wrażenie. Cały dzień był przygnębiony i wydawało się, że się przed nią wstydzi. I pani Barbara, jakby jej nie chodziło o praktyczne wyniki, ale o zbadanie jego stosunku do tej sprawy, od razu przyznawała, że pogardzane mieszkanie ma swoje zalety. (the paraphrase continues)
<aside>
<img src="/icons/color-palette_pink.svg" alt="/icons/color-palette_pink.svg" width="40px" /> Exhibit 2: Translation from Polish into Chinese that also went wrong… Another gem that we did not ask for… Courtesy of gpt-3.5-turbo-16k.
(“Nights and Days” by Maria Dąbrowska)
</aside>
Source:– Setkami – mówiła pani Michalina – utrzymuje te baby i te dzieciaczyska. A wszystko to, ma się rozumieć, jedno wielkie oszustwo. Nabierają go, a on jest zupełnie wobec tego bezradny. – I opowiadała dalej o różnych ciemnych typach, które tego nieszczęśnika nachodzą i wynoszą od niego tysiące, tysiące rubli. Zarzucała mu również i brak patriotyzmu. Powinien był w Rosji zrobić potężny majątek, wrócić do kraju, założyć tu gniazdo rodzinne i pracować dla dobra swoich. Tylko w takim znaczeniu uważała wyjazdy do Rosji za rzecz racjonalną i pożyteczną. (…)
Target: (paraphrase)
Pani Michalina mówiła: "Setkami utrzymuje te baby i te dzieciaczyska. A wszystko to, ma się rozumieć, jedno wielkie oszustwo. Nabierają go, a on jest zupełnie wobec tego bezradny." I dalej opowiadała o różnych ciemnych typach, które tego nieszczęśnika nachodzą i wynoszą od niego tysiące, tysiące rubli. Zarzucała mu również brak patriotyzmu. Powinien był w Rosji zrobić potężny majątek, wrócić do kraju, założyć tu gniazdo rodzinne i pracować dla dobra swoich. Tylko w takim znaczeniu uważała wyjazdy do Rosji za rzecz racjonalną i pożyteczną. (…)
<aside>
<img src="/icons/color-palette_pink.svg" alt="/icons/color-palette_pink.svg" width="40px" /> Exhibit 3: Translation from Polish **into Indonesia that didn’t happen… **Courtesy of gpt-3.5-turbo-16k.
(“Nights and Days” by Maria Dąbrowska)
</aside>
Source:(…) Podwórzowe mieszkanie miało tę jeszcze właściwość, że przesiąkało podwórzowymi woniami. Póki trwała zima, nie dawało się to we znaki, ale wiosną i latem pani Barbara bardzo cierpiała z powodu bliskości chlewów, obory i stajni, zwłaszcza gdy jej się przypomniało, że świeże wiejskie powietrze było jedną z tych rzeczy, na które się, jadąc tutaj, cieszyła. Już prędzej i łatwiej przywykła do nowego dla niej rodzaju ciszy i hałasów, jakie panowały w podwórzu. Z początku noce w dawnym pokoiku na Lesznie wydawały jej się znacznie spokojniejsze niż noce w Krępie. Tam – daleki, przytłumiony gwar miasta lub czyjaś zapóźniona, niewyraźna muzyka za murami napawały całe jestestwo kojącym poczuciem bliskości ludzi, a nie mąciły spokoju i usypiały raczej, niż rozbudzały. Tu po skończeniu robót dziennych zapadała nagle tak wielka cisza, jakby ludność wymarła, a świat cały zaginął bez śladu w nieprzebytych ciemnościach. Ledwo jednak położono się spać, stróż nocny zaczynał chodzić i gwizdać przeraźliwie na wibrującej metalowej świstawce z kamyczkiem w środku. Nadto jeżeli był deszcz i na podwórzu stały kałuże, to miał on zwyczaj przechodzić pod samymi oknami Niechciców, gdzie było pasmo bruku. To powodowało takie dudnienie w ścianach, że pani Barbara jeszcze przed zagwizdnięciem budziła się z najmocniejszego snu. O wpół do czwartej dzwoniono już do doju, a dzwonek znajdował się na jednym z drzew, stojących w pobliżu ich domu; o czwartej szły znów koło ich okien dójki[68], rozmawiając i szczękając bańkami. Zaraz potem włodarz[69] łomotał w okiennicę i Bogumił zaczynał się ubierać. Zimą zapalał świeczkę i zasłaniał ją rozwartą książką od oczu pani Barbary, a później, kiedy nastały wczesne ranki, uchylał okiennicy tylko tyle, by poznajdować swe rzeczy. Starał się zachowywać, jak mógł najciszej, najostrożniej, ale jak zwykle, gdy świadomy wysiłek woli jest zanadto ku czemuś napięty, nagle potrącał krzesło lub upuszczał coś z piorunującym hałasem. Przerażony zastygał wtedy na chwilę, a pani Barbara mówiła:
Target: (continuation)
Musimy wstać, Bogumił. Już jest czwarta. (here the story comes to its end)
<aside>
<img src="/icons/color-palette_pink.svg" alt="/icons/color-palette_pink.svg" width="40px" /> Exhibit 4: Translation from Ukrainian **into French, or so we thought… **Courtesy of gpt-3.5-turbo-16k.
(“Instytutka: After Charm School” by Marko Vovchok)
</aside>
Source:I заспiвала, затягла, — наче теє срiбло пересипається. Стара її цiлувати: "Серденько моє! Втiхо моя!" А панночка до неї ласиться та просить: — Купiть менi, бабусечко, по новiй модi убрань хороших! — Про се не турбуйся, дитя моє. Буде в тебе всього. Ти в мене будеш царiвна над панночками! Ми, дiвчата, iзглядуємось: чого там панночки нашої не навчено! А найбiльш, бачця, людей туманити! (…)
Target: (romanization)
I зaspivala, zatyahla, — nache teie sriblo peresypaiet'sia. Stara iie tsiluvaty: "Serdenko moie! Vtikho moia!" A pannočka do neie lasytsia ta prosyt':
— Kupit' meni, babusečko, po novii modi ubran' khoroshikh!
— Pro se ne turbuĭsia, dytia moie. Bude v tebe vs'oho. Ty ve mene budeš tsarivna nad pannočkamy!
My, divchata, izhliadaiemoś: choho tam pannočky nashoї ne navčeno! A naĭbil'sh, bachtsia, liudeĭ tumanity!
(…)